wtorek, 20 marca 2012

Masz pan "pincet": Mazda 323 BD

 Przepraszam, muszę przeprosić wszystkich wielbicieli Mazd. Jednak jest wóz, który mnie zainteresował i jest zwykłą Mazdą 323. Sedan i do tego w automacie. Daję "pincet" bez zastanowienia i w ciemno. Wszyscy emeryci świata będą mi zazdrościć, a co po niektórzy zaczną szczuć latlerkami i pudlami, a ci bardziej wkurzeni zalepią mi gumą do żucia zamek w skrzynce pocztowej. Trudno, co robić. I tak warto.
Link: http://moto.allegro.pl/mazda-323-bd-1-5-automat-i2216506875.html

Masz pan "pincet": Tarpan 237

 Bardzo mi przykro, ale mam słabość do Tarpanów. To jest taki nasz polski Hilux. Tarpany lubiłem właściwie od zawsze, gdyż są to samochody, które są kwintesencją durnoty, głupoty i czego tam sobie wymarzycie. Zasadniczo moja sympatia do tych wozów jeszcze bardziej wzrosła po przejechaniu się nim. Dokładnie takim jak ten z obrazka, tylko niebieskim. Dziwne, bo na zdrowy rozum powinna zmaleć. Tak czy owak jest na sprzedaż fajny Tarpan za cenę o 300% za wysoką, ale za to z rejestracją RAF. Być może był szykowany do służby w Royal Air Force.
Link: http://moto.allegro.pl/tarpan-okazja-oryginal-jedyny-taki-i2202745491.html

Masz pan "pincet": Mercury Tracer

 W tych pięknych okolicznościach przyrody można kupić sobie samochód marki Marcury Tracer czyli amerykańską wersję poczciwej Mazdy 323. Zasadniczo zwykła Mazda niewiele mnie interesuje, ale jeśli wygląda tak jak ten wóz sfotografowany na górce i w dodatku jest marki Mercury to jest już wart co najmniej "pincet", a nawet "szeset". Pozostaje tylko sprawdzić gdzie jest Wysoka Strzyżowska... Aha... Podkarpacie. Dlaczego wszystkie fajne wozy sprzedawane są tak daleko? Gdyby nie inny amerykański wóz na moim parkingu, już bym tam jechał, a tak przystępuję do dalszej eksploatacji mojego Dodge'a. A może ktoś ze znajomych ma niego ochotę?
Link: http://moto.allegro.pl/mercury-tracer-okazja-i2213526030.html

czwartek, 8 marca 2012

Masz pan "pincet": Fiat Fiorino

 W ogłoszeniach pojawia się tyle idealnych wozów, że postanowiłem zrobić dział pt. "Masz pan <<pincet>>". Przecież tym Fiorino oferowanym za 2 500 PLN (czyli o 2 000 za dużo) też bym jeździł, wszędzie. Gdybym nie miał 15 samochodów w tym połowa do remontu, a druga połowa paląca za dużo benzyny, to pojechałbym pod Tarnów go kupić. Trzeba powiedzieć, że jak na Fiorino stan blacharski jest wyśmienity. Wręcz zadziwiająco wyśmienity. Do tego dochodzą genialne miejsca dla pasażerów z tyłu. Już widzę te tłumy chcące pojechać gdzieś ze mną, np. po imprezie na działce u kogokolwiek:
- Cześć, podrzucić cię do miasta.
- Dobra.
- Mam miejsca tylko z tyłu
- A nie, przypomniało mi się, że mam jeszcze tutaj ważną sprawę. Wiesz, mój kot dzwonił i prosił, żebym mu przywiózł mysz polną.
- Aha.


Link: http://otomoto.pl/fiat-fiorino-fiat-fiorino-127-zabytek-C23152345.html

Ale bym nim jeździł: Autobianchi A112

 Czy kiedykolwiek uda mi się kupić dobre Autobianchi A112? Powoli tracę nadzieję. Kilka razy próbowałem i ani razu się nie udało. A jest to jeden z tych samochodów, które mogły by mieć u mnie dożywocie. Generalnie nie ma takiej rzeczy, która mi się w nim nie podoba. Z podobnego założenia wychodzą również Austriacy, Niemcy, Włosi czy Francuzi gdyż jeździ tam sporo Autobianchi. Kiedyś napisaliśmy, że za pomocą A112 można robić sobie jaja z ludzi i mówić, że auto wyprodukowane zostało przy współpracy firmy Airwalk, tak jak Smart ma coś wspólnego ze Swatchem. A wszystko dlatego, że Autobianchi ma podobny znaczek do Airwalka, a w Polsce można wmawiać wszystko wszystkim, bo i tak znają się tylko na Volkswagenach i BMW. Chodź i to nie do końca. Kiedyś wrobiliśmy kolegę, że Volkswagen wypuścił nowy model o nazwie "Nosorożec", super luksusowy, super szybki  i super drogi. Głównie dla szejków z Arabii Saudyjskiej. Wyobraźcie sobie jakie głupoty można by mówić o Autobianchi. Np. że to zaginiony projekt FSM i miał być produkowany zamiast Cinquecento albo że to miejska odmiana Ikarusa albo Ził dla mas.


piątek, 24 lutego 2012

Ale bym nim jeździł: Seat Panda

 Odkąd sprzedałem, jakieś pół roku temu, moją Pandę w automacie to strasznie za nią tęsknię. Nie była to też moja pierwsza Panda, ale ta była wyjątkowo udana. Uwielbiam te samochody, głównie za projekt, który bardzo do mnie trafia. Prosty, bezawaryjny wóz. Ostatnio przewoziliśmy z Małym moją starszą byłą Pandą (z 1982 roku) jakieś tam meble. Genialna jest tylna kanapa, gdy zdjęliśmy zabezpieczenia okazało się, że jest to po prostu kawałek materiału z rurką. Można to wszystko zrolować i tyle. Cały samochód składa się z wyśmienitych rozwiązań. Z pewnością jeszcze kupię kiedyś Pandę. Może być pod nazwą Marbella. Np. wersja Jeans, z dżinsową tapicerką. Ale jakby co przed Marbellą Seat produkował takie same Pandy jak włosi, co ilustrują powyższe zdjęcia. Zatem może być też Panda Panda.

Warto wspomnieć, że wczoraj na stadionie narodowym odbyła się prezentacja nowej Pandy. Wygląda jak takie pianki co amerykanie nie wiadomo czemu grillują i pieką w ognisku. Ja zdecydowanie wolę klasyczną Pandę. Bez dwóch zdań. Kurka wodna!

Ale bym nim jeździł: Innocenti Mini 500


Zasadniczo każde Innocenti jest idealne. Jeździł bym wszystkim ze znaczkiem tej firmy, nieważne czy byłaby to Elba, Yugo na włoski rynek, czy Regent (taki włoski Austin Allegro). Widoczny na zdjęciach z Innocenti Mini 500 to ostatnia seria najpopularniejszego modelu firmy czyli brytyjskiego Mini z nadwoziem zaprojektowanym przez Bertone. Od 1982 roku do tego sympatycznego małego autka wkładano silniki Daihatsu. - Czemu nie! - jakby powiedział obywatel Balcerek. Silniki Daihatsu pasują do każdego auta, no co wskazują dzisiejsze wpisy np. na Złomniku. Jako absolutny fan marki Innocenti zebrał bym wszystkie wersje z tym nadwoziem: Mini 90, Mini 120, De Tomaso (wyjątkowo głupia wersja, trzeba ją mieć), Turbo De Tomaso (jeszcze głupsza, tym bym jeździł na track deje, a potem żałował, ze nie mam Legacy), Mini Mille, Tre Cylindri, Minitre, Mini 500, Mini 650, Small. Była nawet wersja z dieslem. A jakże! Na pewno o jakiejś wersji zapomniałem. Nie dziwne, że nie był to hit sprzedażowy.

- Dzień dobry. Poproszę jedno Innocenti Tre Cylindri. Miałem kiedyś syrenkę i lubię jak samochód ma trzy cylindry.
- Niestety, ale już Tre Cylindri wyszły. Mamy Minitre.
- A czym się różni.
- Niczym
- To ja się jeszcze zastanowię.

Dwa tygodnie później

- Jednak się zdecydowałem. Wezmę tego Minitre.
- Skończyły się. Teraz mamy Mini 500. 
- Aha. Nie byłem na to przygotowany. Muszę poczytać prospekt. Czym się różni ta wersja?
- Ma silnik od Daihatsu Cuore
- To ja się muszę jeszcze zastanowić


I tak można od 1982 roku do 1992 roku.



poniedziałek, 20 lutego 2012

Ale bym nim jeździł: Moskwicz 412

Dawno nic nie pisałem, gdyż pisałem gdzie indziej, co innego itd. Dlatego zaczynamy z grubej rury: Moskwicz 412. Szczególnie ten ze zdjęcia to ohyda pierwszej jakości. Radziecka lekkość projektu i rosyjska finezja wykonania. W związku z tym, że nie mogę się skupić, gdyż jacyś ludzie krzyczą za mną i kłócą się, to nie napiszę nic więcej. W końcu i tak wiadomo, że w tym wypadku jest czym jeździć.

piątek, 3 lutego 2012

Ale bym nim jeździł: Maserati 228

 Uwielbiam wszystkie Maserati z lat 80-tych. Ich design pasuje do mnie jak każda koszulka o rozmiarze większym niż 8XL. Ten spotkany w podwarszawskim Kiełpinie jest o tyle fajny, że ma idealny stan i jest dwudrzwiowy, więc można nabierać ludzi, że to Fiat Croma Coupe. Pamiętam jak na zlocie Forazitalia przechodząc obok stoiska z takim Maserati powiedziałem: - A to taki Fiat Croma coupe. Tak, tak, rozumiem.



wtorek, 31 stycznia 2012

Ale bym nim jeździł: Morris Minor

Nie ma na tym blogu rączki z wyciągniętym kciukiem i napisem: lubię to. A Morrisa Minora z pewnością lubię. Wygląda jak jakieś zwierzątko - taki miś koala. To mi przypomina opowiadanie, które stworzyłem razem z Mirkiem jeszcze w liceum pt: "BRZYDKIE SPRAWKI ARKA B."

"Wpadli przez przypadek. Wiosną tego roku w jednym z wrocławskich agencji towarzyskich wodociągi miejskie zatrzymały Arka B. i Janusza R. Podczas kontroli agencji funkcjonariuszy zainteresował znaleziony tam ciężarny miś koala. A ponieważ kierownik i jego pracownica zgodnie twierdzili, iż ów koala nie jest ich własnością, pracownicy wodociągów miejskich postanowili przyjrzeć się bliżej tej postaci.

Arek B. miał powód, by wypierać się posiadania dość nietuzinkowego misia. Miś ten miał na sobie zieloną skórę z napisem „Śmierć kangurom!”. W kieszeni skóry znajdowało się siedem pokrwawionych krucyfiksów. Krucyfiksy te były nieźle pokrwawione, choć wprawne oko mogło szybko odkryć, iż ta krew pochodzi z kangura. Przyciskany do muru uporczywymi pytaniami miś stwierdził, że krucyfiksy znalazł na dyskotece. Sprawą pokrwawionych krucyfiksów zajęła się wrocławska prokuratura. Ustalono, że przedmioty te należały do Tajnego Stowarzyszenia Rasistowskich Misiów Koala. Prawdopodobnie w tej organizacji przewodzi miś, który kiedyś był kangurem. Nasz zatrzymany miś zatwardziale twierdzi, iż jakiś czas temu napadła i zgwałciła go w wyrafinowany sposób banda kangurów z Ruchu Wyzwolenia Tasmanii od Lewicowych Misiów Koali. Przy okazji śledztwa ustalono również, że Arek B. starał się o wstąpienie do legii cudzoziemskiej kangurów, a chociaż nie został przyjęty to i tak do brzucha przyszył sobie torbę, co w naszym kraju jest karalne."